Warzazat. Miasto z gliny, słońca i celuloidu

Gdzieś tam, za potężną ścianą Wysokiego Atlasu, Maroko nagle przestaje być zielone. Znikają gaje oliwne i tłumy turystów z Marrakeszu, a na horyzoncie pojawia się surowy, czerwony krajobraz. I w tym właśnie miejscu, na progu pustyni, leży Warzazat – miasto, którego nazwa w języku berberyjskim znaczy podobno „bez hałasu” lub „bez zgiełku”. To ironia losu, bo choć samo w sobie jest ciche, to właśnie stąd pochodzi jeden z najgłośniejszych show-biznesów świata.

Warzazat to od wieków miejsce spotkań. Przez dolinę rzeki Drâa prowadziły tu karawany z Marrakeszu do Timbuktu, wioząc sól, złoto i niewolników. To właśnie wtedy, w obawie przed rabusiami, Berberowie zaczęli wznosić swoje pierwsze warowne osady – kasby. Miasto stało się więc naturalną Bramą Pustyni – ostatnim przystankiem przed bezkresem Sahary.

Przez lata był to tylko skromny punkt na handlowym szlaku, aż do czasów francuskiego protektoratu, kiedy to powstała tu baza wojskowa i nowoczesna droga przez przełęcz Tizi n’Tichka. Wtedy Warzazat zaczął nabierać nowego znaczenia.

Sercem starego Warzazatu jest Kasba Taourirt – monumentalna twierdza z gliny, słomy i kamienia, która wznosi się dumnie nad miastem niczym strażnik przeszłości. Przez lata była siedzibą potężnego klanu Glaoui, którzy władali tym regionem żelazną ręką, tworząc tu prawdziwe królestwo w sercu Maroka – pełne przepychu, intryg i bezwzględnej polityki. Dziś to labirynt wąskich korytarzy, krytych przejść i tarasów, z którego roztacza się widok na palmy i płaskowyż ciągnący się aż po horyzont, gdzie pustynny wiatr niesie ze sobą echa dawnych opowieści o karawanach i podróżnikach. Wejście do środka to jak podróż w czasie – można poczuć tam chłód grubych glinianych murów, które latem chronią przed skwarem, a zimą przed chłodem, i wyobrazić sobie życie dawnych władców – ich uczty, narady wojenne, szepty w ukrytych komnatach i odgłosy kroków na kamiennych schodach, które wciąż zdają się rozbrzmiewać w pustych korytarzach. To miejsce nie tyle opowiada historię, co każe jej słuchać – każdy zakamarek skrywa jakąś tajemnicę, a cisza, która tam panuje, ma w sobie coś niesamowicie sugestywnego, niemal namacalnego.

I choć Warzazat nie jest miastem pełnym monumentalnych zabytków, to właśnie w jego okolicach kryje się perła, która przyciąga podróżników z całego świata – ksar Ajt Bin Haddu. Ta ufortyfikowana osada, wznosząca się na wzgórzu nad rzeką, to najsłynniejszy przykład przed-saharyjskiej architektury w Maroku i od 1987 roku obiekt z listy światowego dziedzictwa UNESCO. Co ciekawe, do dziś mieszka tam kilkanaście rodzin, które prowadzą życie podobne do swoich przodków, sprzedając turystom rękodzieło czy opowiadając historie tego miejsca. To właśnie tutaj, wśród tych glinianych budowli, czas jakby się zatrzymał.

Prawdziwa rewolucja nadeszła jednak w 1962 roku, gdy David Lean wybrał te okolice na plan swojego arcydzieła – „Lawrence’a z Arabii”. Nagle okazało się, że surowy krajobraz i niepowtarzalne, złote światło (jest tu ponad 300 słonecznych dni w roku!) to idealne tło dla filmowych opowieści. Rok 1983 to kolejny przełom – założono wtedy profesjonalne Atlas Studios, które dziś uchodzi za największe studio plenerowe na świecie.

I tak ten niepozorny, pustynny zakątek stał się afrykańskim Hollywood, nazywany czule „Ouarzawood”. Dziś na terenie studia można zobaczyć trwale zachowane dekoracje – od egipskich świątyń, przez rzymskie areny, po replikę średniowiecznej Jerozolimy z „Królestwa Niebieskiego”. A lista filmów, które tu powstawały, robi wrażenie: „Gladiator”, „Mumia”, „Gra o tron”, „Kundun”.

Co ciekawe, nie tylko filmowcy zakochali się w tym miejscu. Na obrzeżach miasta, wśród pustynnego krajobrazu, wznosi się gigantyczna wieża kompleksu słonecznego Noor. Ta futurystyczna konstrukcja, produkująca energię nawet po zmroku, stanowi dziwny, ale fascynujący kontrast dla glinianych kasb – symbol tego, jak tradycja w tym mieście przenika się z nowoczesnością.

Warzazat to więc znacznie więcej niż przystanek w drodze na Saharę. To miasto, w którym historia karawan spotyka się z filmowym światem iluzji, a zamiast zgiełku słychać szum pustynnego wiatru i szept opowieści z planów filmowych. To miejsce, gdzie można dotknąć gliny, z której zbudowano twierdze, a potem stanąć na planie, na którym rodziły się hollywoodzkie hity.

Netografia:

https://www.barcelo.com/guia-turismo/es/marruecos/marrakech/que-ver/ouarzazate/

https://magazynswiat.pl/40156/ouarzazate-brama-do-sahary.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ajt_Bin_Haddu