Gdy w słoneczny dzień spojrzeć na Skwer Kościuszki, wzrok nieuchronnie przyciąga smukła, biała sylwetka. To Ona – trzymasztowy żaglowiec, który od ponad 40 lat jest nie tylko muzeum, ale prawdziwą wizytówką Gdyni i pływającą legendą. „Dar Pomorza” czeka z otwartymi ramionami, by opowiedzieć historię, która zaczęła się ponad wiek temu. Jego początki są dalekie od Bałtyku. Zbudowany w 1909 roku w Hamburgu jako „Prinzess Eitel Friedrich”, po I wojnie światowej trafił do Francji, gdzie przez lata stał bezczynnie. W 1929 roku dostrzegli go Polacy. Komitet Floty Narodowej, dzięki ogromnemu wsparciu finansowemu mieszkańców Pomorza, zakupił żaglowiec dla Szkoły Morskiej w Gdyni. Na cześć ofiarności darczyńców statek otrzymał nazwę „Dar Pomorza”, a 13 lipca 1930 roku – w dniu, który mimo przesądów okazał się szczęśliwy – podniesiono na nim biało-czerwoną banderę.
Przez 51 lat „Dar Pomorza” służył jako pływająca szkoła życia. Jego pokład dał początek morskim karierom ponad 13 tysięcy studentów, którzy podczas 102 rejsów szkolnych przepłynęli pół miliona mil morskich – odległość równą 25 rejsom dookoła świata. To właśnie ten żaglowiec jako pierwszy polski statek handlowy opłynął kulę ziemską w latach 1934-1935, promując Polskę na całym świecie. Dwukrotnie zwyciężał też w prestiżowych regatach „Cutty Sark”.
Dziś „Dar Pomorza” to jeden z najważniejszych zabytków polskiego dziedzictwa morskiego. Wchodząc na pokład, odbywa się podróż w czasie. Można zobaczyć, jak żyła i pracowała załoga – od skromnych koj kadetów na międzypokładzie, po salon komendanta pełen pamiątek z podróży. Szczególnym miejscem jest kabina kapitana Karola Olgierda Borchardta, słynnego pisarza, który jako oficer pływał na „Darze Pomorza”.
„Dar Pomorza” to jednak nie tylko historia wielkich rejsów i wychowania morskich wilków. To również opowieść o codziennym życiu, a nawet… o zwierzętach! Na statku od zawsze gościła niezwykła menażeria. Najsłynniejszym czworonogiem był czarny pies Miś, który przez 13 lat pływał z załogą i słynął z twardego charakteru oraz niechęci do schodzenia na ląd. Jego rywalką w sercach marynarzy była kotka „Pani Walewska”, postrach wszystkich szczurów na pokładzie. Załoga zabierała ze sobą nawet egzotyczne zwierzęta, takie jak małpy, żółwie, pelikany, a podobno nawet panterę o imieniu Kleopatra.
Losy „Daru Pomorza” nie zawsze były pewne. Na przełomie lat 70. i 80. XX w. rozważano nawet jego sprzedaż. Dzięki determinacji wielu osób żaglowiec został uratowany i w 1983 roku oddany do zwiedzania jako statek-muzeum. Co roku odwiedza go blisko 100 tysięcy turystów. To miejsce, które nie tylko uczy historii, ale przede wszystkim pozwala poczuć niezwykłą atmosferę i zrozumieć, dlaczego „Dar Pomorza” na stałe wpisał się w krajobraz i serca Polaków.










































